Kursy walut

Kursy walut
Money.pl - Serwis Finansowy nr 1
NBP 2017-12-15
USD 3,5786 +0,20%
EUR 4,2217 +0,00%
CHF 3,6227 +0,23%
GBP 4,8061 +0,00%
Wspierane przez Money.pl
Forex
Money.pl - Kliknij po wicej
 CHF / PLN 3,6065 +0,00% [21:59]
 EUR / JPY 132,3150 +0,00% [21:59]
 EUR / PLN 4,2000 +0,00% [21:59]
 USD / JPY 112,5750 +0,00% [21:59]
 USD / PLN 3,5726 +0,00% [21:59]
Wspierane przez Money.pl

Newsletter

Zapisz się do newslettera aby otrzymywać informacje o promocjach

Julita Malinowska

Julita Malinowska, malarka, urodzona 31 sierpnia 1979 w Otwocku. Według prestiżowego rankingu Kompasu Młodej Sztuki 2012 na szesnastym miejscu wśród najważniejszych polskich młodych artystów. Na swoim koncie ma ponad sto wystaw. Jej prace prezentowane były w kilkudziesięciu krajach. W grudniu 2012 roku obroniła tytuł doktora na Wydziale Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Na tej samej uczelni siedem lat wcześniej uzyskała dyplom z wyróżnieniem. Studiowała również na Uniwersytecie w Wolverhampton w Wielkiej Brytanii i na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Stypendystka Fundacji Pro Artibus w Finlandii.

W 2006 roku otrzymała stypendium Twórcze Miasta Krakowa, a w 2005 roku zajęła II miejsce w konkursie Samsung Art Master, to tam po raz pierwszy została zauważone przez grono krytyków i kuratorów. Prezentowała prace na dwudziestu czterech wystawach indywidualnych w Austrii, Finlandii, Francji, Hiszpanii, Stanach Zjednoczonych, na Ukrainie, a w Polsce w Białej Podlaskiej, Elblągu, Gdyni, Gliwicach, Krakowie, Lublinie, Poznaniu, Sieradzu, Warszawie i Wrocławiu. Brała udział w dwudziestu jeden targach sztuki w Belgii, Holandii, Korei, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii, Wielkiej Brytanii, w Polsce w Krakowie i Warszawie, i na ponad osiemdziesięciu wystawach zbiorowych w Austrii, Belgii, Czechach, Danii, Japonii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii, Wielskiej Brytanii, na Litwie, Słowacji, Ukrainie, Węgrzech oraz w Polsce w Bielsku-Białej, Częstochowie, Gdyni, Gliwicach, Katowicach, Krakowie, Legnicy, Lubiążu, Lublinie, Łęczycy, Łodzi, Nowym Wiśniczu, Poznaniu, Radomiu, Rzeszowie, Słupsku, Tarnowskich Górach, Ustce, Warszawie, Wrocławiu, Zakopanym i Zielonej Górze. Jej prace znajdują się w kolekcjach prywatnych w Austrii, Belgii, Danii, Finlandii, Hiszpanii, Japonii, Niemczech, Serbii, Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, na Ukrainie, Węgrzech oraz w wielu kolekcjach w Polsce. Artystka nieprzerwanie kultywuje nomadyczny sposób pracy i życia- przez czternaście lat związana z Krakowem, obecnie maluje w Warszawie, by za chwilę wyjechać na dwa miesiące w podróż artystyczną, a potem na otwarcie kolejnej wystawy indywidualnej w Europie.

Nagrody

II-III.2008 : Stypendium Fundacji Pro Artibus "Artist in residence", Tammisaari, Finlandia VI.2006 : Nagroda Fundacji Rodziny Pieńkowskich VI.2006 : Stypendium Twórcze Miasta Krakowa III.2005 : II miejsce w konkursie Samsung Art Master

  • 1
  • 2

W poszukiwaniu utraconego trwania.

Obrazy Julity Malinowskiej należą do tych, które raz zobaczone - zapadają w pamięć. Otwarte przestrzenie, czasem chłodne i jasne, czasem wyraźnie przesycone kontrastowym światłem tworzą pejzaż, w którym jak kontrapunkt odnajdujemy postać - czasem jedną, czasem dwie lub więcej. Syntetycznie budowana forma, wyraźny kontur, mocne podziały to elementy, które na pierwszy rzut oka znamionują styl Autorki. Nie sposób przejść obojętnie wobec przyciszonej harmonii, która rozlewa się w tych nie do końca określonych przestrzeniach. Nieco odmienna jest ekspresja rysunków. Choć pojawiają się w nich te same motywy, czasem te same kadry - to walorowe rozgrywki Julity Malinowskiej dają tu efekt zawieszonego w powietrzu niepokoju, zapowiedź zachwiania balansującej na krawędzi równowagi świata. Malarska i rysunkowa forma, jaką buduje Autorka, już sama w sobie stanowi przedmiot wart zastanowienia. Wysublimowana tonacja, czasem "przeskalowane" w swym działaniu światło oraz klasyczny niemal kontur każą patrzeć na twórczość Artystki przez pryzmat klasycyzmu i wielkiej teorii sztuki XVII w. Odniesienia to nader rzadkie w dzisiejszym malarstwie i szerzej - sztuce. Poszukiwanie języka, który pozwoli artyście mówić o uniwersaliach, kwestiach fundamentalnych dla rozumienia sensu nie tylko sztuki, ale i życia, to zjawisko niezbyt popularne w kręgu sztuki ostatniego wieku. Tymczasem Autorka od paru już lat zdecydowanie świadomie określa obszar swych poszukiwań. Po raz pierwszy klarować się on zaczął w obrazach stanowiących cykl dyplomowy, podsumowujący lata studiów malarskich. Zdefiniowana wówczas rola obrazu i zasób świadomie dobranych środków formalnych stanowiły punkt wyjścia dla dalszych artystycznych eksploracji, którym z dużą uwagą przyglądam się od lat. Swoista poetyka obrazów Julity Malinowskiej, nadająca im czasem oniryczną niejednoznaczność, działa tak silnie, że nie wszyscy odbiorcy są w stanie zobaczyć, iż u podstaw tej wizji stoi zawsze świat realny, codzienny. Rejestrowane przez Autorkę sceny, codzienne zdarzenia, autentyczny upływ czasu - to materiał, z jakiego wyłania się ostatecznie malarska realizacja. Pojedyncze kadry stanowią punkt wyjścia dla kompozycji, opracowywanych często najpierw w mniejszej skali, później zaś przenoszonych na monumentalne nieraz formaty. Kwestia skali nie jest tu jedynie umowna. Julita Malinowska doskonale rozumie zasadę autonomii obrazu i relacje jakie wiążą jego elementy. Powiedzieć można, że bywa mistrzem w rozgrywaniu kompozycyjnych łamigłówek, przy czym zachowuje stale autentyczną świeżość, pozwalającą jej obrazom żyć, pomimo tego, iż tkwi w nich zwykle wyrafinowany i stabilny stelaż geometrii. Być może właśnie owo zestawienie ekspresywnie realistycznych elementów rzeczywistości z porządkującą, matematyczną niemal kalkulacją nadaje kompozycjom Autorki specyficzną aurę, której tak trudno się oprzeć. Bez względu na to, czy inspiracją stają się sceny obserwowane przy basenie, na tajlandzkiej plaży czy w nepalskiej wiosce pędzel nadaje im piętno powszechności i niemal absolutnej autonomii wobec historycznego czasu. Czas jest jednym z tych elementów, które stanowią wyraźny punkt odniesienia dla twórczości artystki. Dotyczy to zarówno treści, jak i formy jej prac. Wyizolowane z ciągłej narracji, osamotnione, porozrywane kadry ujawniają coś, co w naturalnych warunkach obserwacji umyka naszym oczom. Zatrzymany gest, mimowolna ekspresja twarzy stają się definicją trwania, zmieniając to, co przypadkowe w coś niepodważalnego . Zmieniając czas teraźniejszy w przeszły. Tworząc z tego, co jedynie potencjalne coś, co staje się aktualne poza swym czasem. Dzięki tym obrazom odnajdujemy to wszystko, co tak łatwo traci swoje trwanie, odnajdujemy życie. W tych uratowanych kadrach rzeczywistości odkryć możemy rzeczy niezwykłe. Wyrwane z codzienności fragmenty zjawisk ujawniają swoją nieoczywistość, tracą wszelką jednoznaczność. Czasem nie jesteśmy w stanie określić, czy mocny kontrast rysunków opisuje dramat? Nagłe zagrożenie? Może to jednak tylko nisko padające słońce przerysowuje cienie? Nie wiemy, czy to koniec rajskiej niewinności, czy jedynie schyłek pięknego dnia? Czy wytrącone z równowagi ciała za chwilę odnajdą równowagę, czy skazane są na ostateczny upadek? I pytania jeszcze ważniejsze: co decyduje ostatecznie o kierunku i porządku zmian? Jaka zasada rozstrzyga znaczenia tych przemian? Tu właśnie klaruje się ranga malarstwa i sztuki w ogóle. Nie odpowiedzą one na tak postawione pytania, ale bez wątpienia skłaniają do stałego ich ponawiania. Rodzą potrzebę poszukiwania. W świecie, w którym żyjemy każą szukać innego - za którym tęsknimy. Postawiony tu komentarz nie pretenduje do roli opisu, ani interpretacji twórczości Julity Malinowskiej. Jego celem jest jedynie wskazanie tego, co dla oglądających prace Artystki powinno być oczywiste: bez zdecydowanej, wyraźnie określonej postawy Autorki i bez jej pracy cały ten zatrzymany na moment świat nie mógłby dla nas istnieć. Obrazy muszą mieć pierwszeństwo przed tekstem, który z uwagi na swe tworzywo musi być w pewien sposób zamknięty i jednoznaczny. One natomiast pozwalają nam odczytać to, co wymyka się słowom. Poza czasem i poza definicją otwierają dla nas swoją własną przestrzeń.

Ewa Herniczek